niedziela, 2 listopada 2014

Sail with me into the dark

Leże chora w łóżku, znowu straciłam głos, mam gorączkę a jutro i tak mam pojawić się w szkole. Na szczęście moje Kochanie mnie wspiera i pojawi się dzisiaj u mnie koło 15 żeby zobaczyć jak to sobie ładnie krzywdę robiłam. No ale cóż, przynajmniej mogę napisać posta bo nikt mnie nie zagania do nauki :) przy okazji przeglądam Tumblr'a i Fb.
Ja znam dokładnie przyczynę tej choroby, 18-nastka kumpla. Zimna wódka, spacer o północy gdzie nie ubrałam się za dobrze, odstawianie głupa i takie tam. Przyznaję bawiłam się świetnie, więc nie ma co narzekać i tylko można się cieszyć że skończyło sie w ten a nie inny sposób.
Ostatnio znowu zatęskniłam do R. Ale na szczęście tylko na krótką chwilę. Myślałam, że uwolniłam się już od niego, że mogę zacząć od nowa po swojemu bez tego ciężaru jakim była miłość do tej osoby, ale mam wrażenie że on jest jakoś związany z moją chorobą (tak, już nie wpieram sobie, że jestem zdrowa, przyjęłam do wiadomości, że mam anoreksje) że dopóki nie wyzdrowieje w pełni nie wyzdrowieje to będzie się za mną ciągnęło. Jednego jestem pewna, już nic do niego nie czuję i niech tak zostanie. Z kolei nie wiem czy te uczucia nie rozwiną się na nowo jak się spotkamy, ale na to szans zbytnich nie ma bo mam wrażenie, że obraził się na mnie za to, że jestem szczęśliwa z kimś innym.



czwartek, 23 października 2014

I need you to take all my shadows for a walk tonight

Ostatnio moje dni wyglądają tak samo. Głownie to jestem poza domem. I znowu narzekam na brak czasu. A może to jest tak, że te czas mam tylko tracę go na głupoty?
W sobotę wybrałam się z moim Kochaniem na całodniowy wypad do Rzeszowa. Świetnie tam spędziłam czas. Zobaczyłam miejsce w którym trenuje, poznałam Jego znajomych, On wypił z moimi i widziałam, że dobrze się czuje w tym towarzystwie. Złapała nas policja za picie w parku, ale na szczęście odbyło się bez mandatu. W sumie policjanci całkiem spoko i można było z nimi pogadać. Poznałam nowych ludzi i bawiłam się super.
Ostatnio zauważyłam, że już nie przejmuję się tak swoim wyglądem jak kiedyś. Coraz więcej akceptuje i w mniejszym stopniu krytykuję siebie. Staram się zrozumieć swoją osobowość i dlaczego moja sylwetka jest taka a nie inna. Inną sprawą jest to, że chcę dorównać Jemu w kwestii właśnie wyglądu. On jest wysportowany, umięśniony, szczupły i ogólnie wygląda dobrze a ja nie chcę żeby się mnie wstydził za mój wygląd. Mimo tego, że mówi mi, że jestem idealna dla niego to moja psychika nie daje mi spokoju i ciągle podsuwa mi jakieś przerażające wizje. Tak więc dzisiaj idę z siostrą na basen.
W szkole jak to w szkole. Kilka pał do poprawienia, kilka sprawdzianów do napisania i tak mi życie mija.
W weekend szykuję się impreza, na którą oczywiście się wybieram.
A teraz zamiast się uczyć i nadganiać materiał, siedzę, piję kawę, piszę posta, i ogólnie gubię się w Internetach. Ale przyda mi się taki wolny dzień od wszelkiego rodzaju nauki. Wczoraj to nawet przeszłam samą siebie pod tym względem. Praktycznie większość mojego wolnego czasu spędziłam na korepetycjach przygotowujących mnie do matury. Myślałam, że mózg mi wybuchnie od nadmiaru wiedzy, ale jednak żyje i mam się dobrze :)


niedziela, 5 października 2014

Don't touch me, please, I can't stand the way you tease.

Rehabilitacja zakończona, nie wiem czy sukcesem ale mięsień jest w jakimś tam stopniu odbudowany. Coraz lepiej jest mi ogarnąć wszystkie zadania w czasie. Dogranie dat i godzin nie sprawia mi już takiego kłopotu jak na początku września. Chociaż, ostatnio znowu mam mniej czasu.
Poznałam niedawno (taa 3 tygodnie temu) bardzo fajnego chłopaka. Całkowite przeciwieństwo poprzednich, ale to dobrze. Wcześniej nie chciałam nic pisać, żeby nie zapeszyć, ale jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. W końcu ktoś przy kim czuję się sobą.
Z psychologiem pracuje mi się coraz lepiej, coraz więcej rozumiem i jest mi łatwiej. Oczywiście, że przede mną jeszcze wiele pracy, żeby wyjść z tego co się wplątałam ale jest już znośnie.
W szkole też lepiej. Biologia i chemia do ogarnięcia. Męczę się, ale na szczęście jest weekend dzięki któremu mogę odpocząć i złapać wiatr w żagle oraz motywację na dalszy tydzień. Chociaż ostatnio nawet nie chce mi się robić arkuszy. Mam ochotę rzucić tym wszystkim w cholerę i się poddać, ale nie mogę tego zrobić bo zawiodę siebie a tego nie lubię. Jestem pierdolonym zwycięzca!
Rozmawiałam ostatnio z R. przez telefon. Mam dziwne wrażenie, że chce mi rozwalić każdy związek w którym jestem, Odzywa się za każdym razem jak z kimś jestem. Jestem prawie pewna, że to co do niego czułam przeszło mi, szczęśliwa jestem z tego powodu bo już mnie to męczyło.
Przepraszam, że tyle się nie odzywałam, mam nadzieję, że wybaczycie :*


niedziela, 14 września 2014

Nie każda z dróg Zawsze prostą jest Raz ślepy tor Raz aleja kłamstw

Dalej nie mogę sobie zorganizować życia, nie wiem w co ręce włożyć i jak się do tego zabrać. Niby wszystko zapisane w kalendarzu, niby wszędzie jestem na czas a właśnie czasu jakby mniej. Moja dobra się skurczyła? Momenty w których mogę w miarę odetchnąć i złapać trochę energii na dalsze godziny dnia to rehabilitacja. Z fizjoterapeutą dogaduję się świetnie, podobne poczucie humoru, zbliżony poziom szydery, więc te spotkania są dla mnie niczym odwyk. Rozmawiamy sobie, wygłupiamy się i tak mijają dwie godziny. Ale nie na tym polega ta moja rehabilitacja, nie obijam się. Ostatnio miałam takie zakwasy w udach, że ledwo z łóżka wstałam. Mam mnóstwo ćwiczeń na różne partie ciała, zawsze się mogę poradzić, wytłumaczy, pokaże i jestem zadowolona.
Szkoły mam dosyć. Nawet zaczęłam się modlić do boga zwanego "Piątek", żeby przychodził szybciej, ale mimo tego chronicznego zmęczenia, chwile w których zakopuje się w książki i zadania sprawiają, że jestem szczęśliwa. Piękne jest to, że robię to z zainteresowaniem i pasją.
Z dietą jest różnie, oczywiście staram się jeść jakoś w miarę regularnie i zdrowo, ale czasami nie mam jak, więc moja waga wzrosła co mnie przeraża. Ale nie poddaje się, to nie w moim stylu. Walczę i wygram!


Tak się rehabilituję. Moja gruba noga :/ i uśmiechnięta skarpetki :D 
P.S. mój tumblr http://almost-butterfly.tumblr.com


sobota, 6 września 2014

I’ll be a picture perfect human before the sun goes down today

Pierwszy tydzień szkoły za mną i już widzę, że szykuje się niezły zapierdziel w tym roku. Pierwszy dzień września zaowocował melanżem u mnie w domu, wypiłam, pośmiałam się, odwaliłam różne dziwne akcje i rozmawiałam z Nim. Opowiedzieliśmy sobie co nowego u nas, jak sobie żyjemy i jakie są plany na najbliższą przyszłość. Nawet umówiliśmy się wstępnie za 2 miesiące na jakieś alko.
Obecnie mam wrażenie, że wzięłam za dużo obowiązków na siebie i nie podołam temu co sobie zaplanowałam. Cały tydzień mam zajęty. Szkoła, nauka, rehabilitacja, psycholog, znajomi i powrót do sportu. Muszę jakoś zorganizować sobie czas, bo w tym momencie to jest jeden wielki bałagan i nie wiem w co mam ręce włożyć. Chyba czas zainwestować w kalendarz i zegarek ;) W sumie nie mam na co narzekać , będzie dobrze, wierze że się uda i wierzę w siebie bo tylko to mi zostało.
Za niecałe 6 miesięcy mam studniówkę i oczywiście jak każda dziewczyna chcę na niej wyglądać idealnie. Więc bierzemy się za siebie i nie odpuszczamy choćby nie wiem co się działo. Nie wiem czy to nie pogłębi mojej nienawiści do siebie i choroby, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to.



sobota, 30 sierpnia 2014

The world will be yours for the taking The story you birth will be ageless

Ostatni weekend wolności. Zamierzam się wyszaleć na 18-nastce u koleżanki, żeby potem już tylko zabrać się za naukę. Z mamą postanowiłyśmy, że od 1 września zostaje pozbawiona komputera. Dostawać go będę tyko na weekendy i wolne dni. Tak więć posty będą się pojawiać raz w tygodniu. Zero zawalania, chorowania i takich tam. Oczywiście jak to u mnie, pojawią się jakieś wagary ale to jest cały urok szkoły i tych lat.
Byłam u swojego ortopedy. Oficjalnie mogę wracać do sportu, powoli i z głową ale mogę i to jest najlepsza informacja ostatnich dni. Miałam nawet iść na basen z tego szczęścia, ale okres :/
Od 1 września biorę się za siebie i pod względem fizycznym jak i psychicznym. Do studniówki muszę wyglądać i czuć się dobrze w swoim ciele. Bo dzisiejszą wagą się załamałam. Wielkie ogromne 57kg spadło na mnie jak grom z jasnego nieba i przybiło do ziemi. Wiem, że to wszystko moja wina, że niepotrzebnie się obżerałam a potem i tak miałam wyrzuty sumienia. Zero jakiegokolwiek ruchu i teraz mam na co sobie zasłużyłam. Na to żeby być wielkim spasionym grubasem, na to żeby wszyscy widzieli efekty braku silnej woli, żeby widzieli ten tłuszcz, żebym była niczym. Nienawidzę siebie za to. Za to co robiłam przez te wakacje, za to jak wyglądam, za to kim jestem. Muszę znaleźć jakąś motywacje, muszę ją odnaleźć w sobie.


wtorek, 26 sierpnia 2014

Felling any foe with my gaze Steadily emerging with grace

Zakopałam się po uszy w książkach, blogach, dokumentach i stronach internetowych. Piękne jest, że sprawia mi to przyjemność. Ale wiem, że od września skończy się to co dobre, a zacznie to co konieczne, ale równie sprawiające przyjemność. 700 stron arkuszy maturalnych z chemii i biologii czeka z utęsknieniem i z miłością. Postawiłam sobie cel i osiągnę go. Oczywiście głównym celem jest medycyna i nie odpuszczę choćbym miała wykupić cały Sudafed w moim mieście i popijać go tylko kawą żeby mieć siły na naukę 20/24h :P Powstał również już plan B w razie za małej liczby punktów-Fizjoterapia. Nie ma na razie co się stresować, jeszcze tydzień wakacji przede mną i mam zamiar go wykorzystać w pełni. Wczoraj wybrałam się do kina. Czy dwa filmy pod rząd to czasami nie za dużo jak na jeden dzień? Cóż, ja bawiłam się świetnie. W końcu kupiłam książkę której szukałam od dawna. "Dawca" czeka na swoją kolej, ale coś mi się wydaję, że kolejka nie będzie go obowiązywać. Dzisiaj natomiast już zdążyłam spotkać się z psychologiem. Otwieram się coraz bardziej przed nią. To dobrze, bo na tym polega terapia, trzeba się otworzyć i wylać swoje uczucia na zewnątrz. Dużo mi to daję, wiele tłumaczy i powoli zaczynam zmieniać swoje nastawienie w stosunku do naszych spotkań. Początkowo wydawało mi się, że nic one mi nie dadzą, ale im ich więcej tym twierdzę, że jednak może mi to pomóc.

Sama nie wiem jak to nazwać, prawo serii? Zaczęło się od R. które odezwał się dosyć niedawno po długim milczeniu. Parę dni temu napisał D. a jeszcze potem K. Nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Jeszcze wiadomości od ostatniego są zrozumiałe bo się z nim umówiłam na spacer, ale po przemyśleniu sprawy odwołałam wyście. Tak co do D. nie mam pojęcia czego może jeszcze chcieć. Rozstaliśmy się, zapomniałam o nim (już pisałam o nim w którymś poście) i myślałam, że to będzie koniec znajomości, ale nie... bo ja nie mogę znaleźć sobie nikogo normalnego. Jak nie gość który nie potrafi odczepić się od byłej już dziewczyny, to ktoś kompletnie niepasujący do mnie charakterem i spokojny, to jeszcze ktoś starszy 16 lat. Tak, popełniam błędy, ostatnio jest ich dosyć sporo zwłaszcza na gruncie towarzysko-miłosnym, ale wydaje mi się, że przez to się uczę i poznaję samą siebie. Odkrywam nowe rzeczy w moim charakterze, czasami przydatne, czasami nie, ale na tym polega życie-na uczeniu się. Błędy są dobre, ale tylko jeśli wyciągamy z nich jakieś wnioski.