czwartek, 2 kwietnia 2015

From one extreme to another From the summer to the spring

-Dlaczego maturzysta wstaje wcześnie rano?
-Żeby mógł się dłużej opierdalać :D
Suche żarty z rana level expert :P No cóż poradzić do matury trochę ponad miesiąc, a ja dalej mam wrażenie, że biologia i chemia u mnie leżą i robią fikołki z nudów. Na święta mam tyle do zrobienia, że nie nie wiem w co mam ręce włożyć :/ 5 arkuszy z matematyki, bo nauczycielka z matmy po 2! latach nic nie robienia stwierdziła, że super nas przygotuje do matury i cała klasa zda matmę. 3 lektury do nadrobienia, też na po świętach bo oczywiście Anuli nie chciało się ich czytać kiedy był na to dobry czas :P Matura z chemii na korki też do zrobienia, ale to CHYBA sama przyjemność będzie. I jeszcze jakieś głupie słówka z angielskiego które znając życie nie przydadzą a ja muszę je znać.
Ale dosyć narzekania, z rzeczy ciekawszych dostałam w końcu zdj i płytę ze studniówki, ogarnęłam fajny program treningowy, który nie przemęczając nas już po pól roku pozwoli biegać 10km :) jakby ktoś był zainteresowany to wrzucę zdjęcie w następnym poście.
Coraz rzadziej tu zaglądam, brak czasu, brak czegokolwiek sensownego do przekazania czy po prostu oddalam się od bloga który tak dużo mi dał. Jedno wiem nie zrezygnuje z Was i tego miejsca.
Od pewnego czasu mieszkam sama, i zauważyłam że znowu zaczynam wplątywać się w niejedzenie, głodówki a moja psychika wariuje. A było tak dobrze. Nawet w pewnym stopniu zaczęłam się akceptować, ale pomimo tego że tak się stało nie przestałam dążyć do swojego wymarzonego wygładu. Tyle tylko, że tym razem osiągnę to dietą i ćwiczeniami bo w domu cały czas mnie obserwują a za każdym razem jak mówię, że nie mam ochoty na jedzenie leci tekst typu Znowu zaczynasz? więc kontrola pełna.

Chciałam Wam, życzyć zdrowych, rodzinnych świąt. Aby zajączek był dla Was łaskawy i spełnił każde Wasze marzenie. Żeby dalsza część roku była lepsza od tej co była teraz.
-Anka

czwartek, 29 stycznia 2015

Tysiąc wypitych razem kaw

Nabawiłam się choroby. Katar, gorączka i jakieś drobnoustroje tańczące w moim gardle. Jest ogólnie wesoło. Nie no, w sumie nie mam na co narzekać.Kurczę, koniec stycznia a ja ostatnio byłam tu miesiąc temu. Niestety nauka mnie nie pochłonęła i nie wypluje mnie w Maju, ale wzięłam się w garść i w końcu jakoś sensownie przygotowuje się do tej Matury.
Studniówkę miałam w sobotę, 24 Stycznia, mimo początku choroby bawiłam się świetnie, nawet moje nogi bolą mnie od tańca i co jest dosyć ciekawym zjawiskiem jak na mnie-nie wypiłam zbyt dużo (tak, niestety, na imprezach wlewam w siebie litry alkoholu,a tu choroba i leki przeciwbólowe na to nie pozwoliły), ale wbrew pozorom nie żałuję, że tak potoczyła się impreza ;)
Szykują mi się pracowite ferie. Siostra, która po zabiegu kolana (to jest chyba rodzinne) nie będzie mogła za dużo przy sobie zrobić. Trzeba będzie jej pomagać, ale Ona pomagała mi jak byłam w potrzebie wiec i ja nie mam żadnych oporów, żeby robić to samo dla niej. W końcu to moja Młoda :D Korepetycje poustawiane chyba w każdej możliwej konfiguracji.Konsultacje przedmaturalne w szkole. Nadrobienie lektur, których nie przeczytałam. Może w końcu powrót do jakiegoś sensownego sportu (na łyżwach nie mogę jeździć, ale basen i owszem). Spotkania ze znajomymi i Chłopakiem. Moje urodziny. Premiera "50 Twarzy Grey'a".



środa, 24 grudnia 2014

And take my sins Like an empty sail takes the wind

Czy ja nie mogę mieć normalnych świąt? Czy każda rozmowa musi kończyć się kłótnią? Nie mogę po prostu zaszyć się w kącie i przesiedzieć te dni oglądając filmy? Nawet mojego Chłopaka nie będę widziała przez te dni. Na całe szczęście spędzimy Sylwestra i Nowy rok razem. Spotkania z rodziną, sztuczne uśmiechy, wymuszone rozmowy o niczym, i tak co roku. Nawet życzenia są co Wigilię te same. Mam tylko nadzieję, że to są moje ostatnie Święta tutaj. Niektórzy mogą mi powiedzieć, że przecież "magia świąt", 'spotkania z rodziną", ale z rodziną można się widzieć cały rok, nie potrzebuje specjalnej okazji, żeby powiedzieć jakieś miłe słowo.
Znowu opuściłam się w pisaniu. Niby mam czas, ale jakoś nie mogę się zebrać żeby tutaj zajrzeć.
Uświadomiłam sobie, że jestem po porostu w czarnej dupie z przygotowaniem się do matury. Wzięłam pierwszy lepszy test z biologii i nie pamiętałam podstawowych rzeczy.
Większość mojego czasu pochłania mój chłopaka i głupoty niezwiązane z moją edukacją.
Wiem jedno, jak w tym roku się nie uda dostać na medycynę nie spocznę dopóki nie osiągnę mojego celu.
A teraz siedzę i oglądam serial, zamiast cokolwiek pomagać, ale i tak nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek w tym domu, bo zawsze jest coś źle i nie tak jak ktoś sobie to wyobraził.
W Poniedziałek skończyłam terapie, nie była to akurat decyzja moja, musiałam zakończyć spotkania z psychologiem z powodu cięć godzinowych. Wiele się nauczyłam w ciągu tych kilku miesięcy, dużo dowiedziałam się o sobie, w miarę doszłam do tego dlaczego stało się tak a nie inaczej i jestem z tego zadowolona. Zastanawiam się czy nie kontynuować rozwiązywania tego z jakimś innym psychologiem ale jak na razie nie widzę sensu. Może tak miało być? Może los chce mnie rzucić na głęboką wodę i chce mi pokazać, że dam sobie radę ze wszystkim? Zobaczymy jak będzie. Jestem na tyle silna, że dam sobie radę. Otaczają mnie ludzie, na których pomoc zawsze mogę liczyć. oczywiście nie zawsze mogą mnie podnieść ale próbują, a liczy się wsparcie i świadomość, że gdzieś tam zawsze ktoś jest.

Oczywiście, korzystając z okazji, chciałam Wam życzyć zdrowych i wesołych świąt, bez kłótni i innych nieprzyjemności. Żeby Wasze marzenia spełniły się w tym nadchodzącym 2015. Ja będę za to trzymać bardzo mocno kciuki.




niedziela, 2 listopada 2014

Sail with me into the dark

Leże chora w łóżku, znowu straciłam głos, mam gorączkę a jutro i tak mam pojawić się w szkole. Na szczęście moje Kochanie mnie wspiera i pojawi się dzisiaj u mnie koło 15 żeby zobaczyć jak to sobie ładnie krzywdę robiłam. No ale cóż, przynajmniej mogę napisać posta bo nikt mnie nie zagania do nauki :) przy okazji przeglądam Tumblr'a i Fb.
Ja znam dokładnie przyczynę tej choroby, 18-nastka kumpla. Zimna wódka, spacer o północy gdzie nie ubrałam się za dobrze, odstawianie głupa i takie tam. Przyznaję bawiłam się świetnie, więc nie ma co narzekać i tylko można się cieszyć że skończyło sie w ten a nie inny sposób.
Ostatnio znowu zatęskniłam do R. Ale na szczęście tylko na krótką chwilę. Myślałam, że uwolniłam się już od niego, że mogę zacząć od nowa po swojemu bez tego ciężaru jakim była miłość do tej osoby, ale mam wrażenie że on jest jakoś związany z moją chorobą (tak, już nie wpieram sobie, że jestem zdrowa, przyjęłam do wiadomości, że mam anoreksje) że dopóki nie wyzdrowieje w pełni nie wyzdrowieje to będzie się za mną ciągnęło. Jednego jestem pewna, już nic do niego nie czuję i niech tak zostanie. Z kolei nie wiem czy te uczucia nie rozwiną się na nowo jak się spotkamy, ale na to szans zbytnich nie ma bo mam wrażenie, że obraził się na mnie za to, że jestem szczęśliwa z kimś innym.



czwartek, 23 października 2014

I need you to take all my shadows for a walk tonight

Ostatnio moje dni wyglądają tak samo. Głownie to jestem poza domem. I znowu narzekam na brak czasu. A może to jest tak, że te czas mam tylko tracę go na głupoty?
W sobotę wybrałam się z moim Kochaniem na całodniowy wypad do Rzeszowa. Świetnie tam spędziłam czas. Zobaczyłam miejsce w którym trenuje, poznałam Jego znajomych, On wypił z moimi i widziałam, że dobrze się czuje w tym towarzystwie. Złapała nas policja za picie w parku, ale na szczęście odbyło się bez mandatu. W sumie policjanci całkiem spoko i można było z nimi pogadać. Poznałam nowych ludzi i bawiłam się super.
Ostatnio zauważyłam, że już nie przejmuję się tak swoim wyglądem jak kiedyś. Coraz więcej akceptuje i w mniejszym stopniu krytykuję siebie. Staram się zrozumieć swoją osobowość i dlaczego moja sylwetka jest taka a nie inna. Inną sprawą jest to, że chcę dorównać Jemu w kwestii właśnie wyglądu. On jest wysportowany, umięśniony, szczupły i ogólnie wygląda dobrze a ja nie chcę żeby się mnie wstydził za mój wygląd. Mimo tego, że mówi mi, że jestem idealna dla niego to moja psychika nie daje mi spokoju i ciągle podsuwa mi jakieś przerażające wizje. Tak więc dzisiaj idę z siostrą na basen.
W szkole jak to w szkole. Kilka pał do poprawienia, kilka sprawdzianów do napisania i tak mi życie mija.
W weekend szykuję się impreza, na którą oczywiście się wybieram.
A teraz zamiast się uczyć i nadganiać materiał, siedzę, piję kawę, piszę posta, i ogólnie gubię się w Internetach. Ale przyda mi się taki wolny dzień od wszelkiego rodzaju nauki. Wczoraj to nawet przeszłam samą siebie pod tym względem. Praktycznie większość mojego wolnego czasu spędziłam na korepetycjach przygotowujących mnie do matury. Myślałam, że mózg mi wybuchnie od nadmiaru wiedzy, ale jednak żyje i mam się dobrze :)


niedziela, 5 października 2014

Don't touch me, please, I can't stand the way you tease.

Rehabilitacja zakończona, nie wiem czy sukcesem ale mięsień jest w jakimś tam stopniu odbudowany. Coraz lepiej jest mi ogarnąć wszystkie zadania w czasie. Dogranie dat i godzin nie sprawia mi już takiego kłopotu jak na początku września. Chociaż, ostatnio znowu mam mniej czasu.
Poznałam niedawno (taa 3 tygodnie temu) bardzo fajnego chłopaka. Całkowite przeciwieństwo poprzednich, ale to dobrze. Wcześniej nie chciałam nic pisać, żeby nie zapeszyć, ale jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. W końcu ktoś przy kim czuję się sobą.
Z psychologiem pracuje mi się coraz lepiej, coraz więcej rozumiem i jest mi łatwiej. Oczywiście, że przede mną jeszcze wiele pracy, żeby wyjść z tego co się wplątałam ale jest już znośnie.
W szkole też lepiej. Biologia i chemia do ogarnięcia. Męczę się, ale na szczęście jest weekend dzięki któremu mogę odpocząć i złapać wiatr w żagle oraz motywację na dalszy tydzień. Chociaż ostatnio nawet nie chce mi się robić arkuszy. Mam ochotę rzucić tym wszystkim w cholerę i się poddać, ale nie mogę tego zrobić bo zawiodę siebie a tego nie lubię. Jestem pierdolonym zwycięzca!
Rozmawiałam ostatnio z R. przez telefon. Mam dziwne wrażenie, że chce mi rozwalić każdy związek w którym jestem, Odzywa się za każdym razem jak z kimś jestem. Jestem prawie pewna, że to co do niego czułam przeszło mi, szczęśliwa jestem z tego powodu bo już mnie to męczyło.
Przepraszam, że tyle się nie odzywałam, mam nadzieję, że wybaczycie :*


niedziela, 14 września 2014

Nie każda z dróg Zawsze prostą jest Raz ślepy tor Raz aleja kłamstw

Dalej nie mogę sobie zorganizować życia, nie wiem w co ręce włożyć i jak się do tego zabrać. Niby wszystko zapisane w kalendarzu, niby wszędzie jestem na czas a właśnie czasu jakby mniej. Moja dobra się skurczyła? Momenty w których mogę w miarę odetchnąć i złapać trochę energii na dalsze godziny dnia to rehabilitacja. Z fizjoterapeutą dogaduję się świetnie, podobne poczucie humoru, zbliżony poziom szydery, więc te spotkania są dla mnie niczym odwyk. Rozmawiamy sobie, wygłupiamy się i tak mijają dwie godziny. Ale nie na tym polega ta moja rehabilitacja, nie obijam się. Ostatnio miałam takie zakwasy w udach, że ledwo z łóżka wstałam. Mam mnóstwo ćwiczeń na różne partie ciała, zawsze się mogę poradzić, wytłumaczy, pokaże i jestem zadowolona.
Szkoły mam dosyć. Nawet zaczęłam się modlić do boga zwanego "Piątek", żeby przychodził szybciej, ale mimo tego chronicznego zmęczenia, chwile w których zakopuje się w książki i zadania sprawiają, że jestem szczęśliwa. Piękne jest to, że robię to z zainteresowaniem i pasją.
Z dietą jest różnie, oczywiście staram się jeść jakoś w miarę regularnie i zdrowo, ale czasami nie mam jak, więc moja waga wzrosła co mnie przeraża. Ale nie poddaje się, to nie w moim stylu. Walczę i wygram!


Tak się rehabilituję. Moja gruba noga :/ i uśmiechnięta skarpetki :D 
P.S. mój tumblr http://almost-butterfly.tumblr.com